Pięć nowych smaków z okazji jubileuszu Pierwotnie lody Calypso były produkowane w dwóch smakach - czekoladowym i śmietankowym. Na przełomie lat 80. i 90. oferta smakowa rozrosła się do sześciu propozycji, a obecnie wynosi aż szesnaście.
Znają ją nie tylko mieszkańcy Trójmiasta, choć powstaje właśnie tutaj. Pierwotnie dostępna w dwóch smakach, obecnie aż w szesnastu. Mowa o kostce lodów
Czy potrafisz uwierzyć, że perfekcyjne lody z trzech banalnych składników stworzysz we własnej kuchni, pomijając maszynki do lodów? Czy między ustami kiedykolwiek krążył deser lodowy starszy od 5000 lat? Nie przypuszczam, ale właśnie tyle lat temu powstał ten wyjątkowo smaczny przysmak w postaci mrożonego soku owocowego.
Samochód Lody na Allegro.pl - Zróżnicowany zbiór ofert, najlepsze ceny i promocje. 4, 90 zł. 13,89 zł z dostawą 6 lat + Liczba elementów
Melissa and Doug: magnetyczne lody z drewna do zabawy. 99,00 zł 119,00 zł. Oszczędź 20,00 zł. Najniższa cena z 30 dni: 99,00 zł (26.10.2023) Ilość: Dodaj do koszyka. W magazynie. Rozwijaj zdolności motoryczne Twojego dziecka dzięki zestawowi magnetycznych lodów z drewna Melissa and Doug. Sprawdź teraz!
Film spotyka się z mieszanymi opiniami ze strony widzów. Na portalu ma Imdb.com ma średnią ocen 4,5/10, na portalu Filmweb 7,2/10. Na Zelluloid.de 78% oceniających uważa go za wart obejrzenia. Film z racji swojej popularności jest wykorzystywany przez badaczy kultury młodzieżowej lat 80. XX w.
. Jedno z moich najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa to wiaderko gum-kulek, przywiezionych przez mamę z wycieczki na Węgry. Pochłonęłam je wszystkie (lekko z 200 sztuk) w ciągu jednego popołudnia. A potem przyszedł przełom i pierwsze paczki świąteczne. W latach 90tych mogliśmy wreszcie spróbować Snickersów, poznać smak chipsów ziemniaczanych i lodów na patyku oblanych prawdziwą czekoladą. Wśród setek nowych smaków były jednak te, które stały się czymś więcej niż przekąską – za bajtla (dziecka) stały się sposobem spędzania wolnego czasu, a teraz po latach – wyznacznikiem naszego pokolenia. Jeśli myślisz, że Kukuruku to jakieś zawołanie na koguta i nigdy nie słyszałeś o paszporcie Polsatu, pewnie nie zrozumiesz naszej ekscytacji. Uwierz wtedy na słowo – wiele pospolitych dziś słodyczy znaczy dla nas więcej, niż trylogia Władcy Pierścieni. Podobnie jak Kultowe kosmetyki (część pierwsza, część druga). Oto złota dziesiątka: 1/ Wafel Kukuruku Właściwie nazywał się KouKou RouKou, ale kto by się przejmował pisownią, gdy słyszał w TV reklamę ze śpiewnym „kukurukuku!”, imitującym kogucie odgłosy. Pamiętam, że na punkcie tych wafli oszaleli absolutnie wszyscy w szkole. I nie, nie dla smaku rzecz jasna, lecz ze względu na naklejki znajdujące się w każdym opakowaniu. Kolekcjonowaliśmy je i wymienialiśmy, tworząc segregatory-albumy. Pamiętacie jeszcze, jak smakują te wafelki? Podobno od niedawna są znów w sprzedaży… 2/ Guma Turbo Jej największą zaletą była cena – na Turbo stać Cię było codziennie po szkole, nawet jak z kieszonkowego praktycznie nic już nie zostało. Miała bardzo chemiczny, sztuczny smak (czyli w tamtych latach – bombowy!), a wewnątrz rysunki samochodów i motorów. Wiecie, że pochodziła z Turcji? Niestety wycofano ją, bo miała powodować raka (podobnie jak Kukuruku). Tęsknię do dziś. 3/ Vibovit / Visolvit Kto nigdy nie zanurzył palca w proszku Vibovitu, ten nie zna prawdziwej mocy witamin 😀 Fantastyczny kwaskowy smak (och jaki sztuczny!) i delikatne musowanie na języku. Teraz od takich efektów są lody Kaktus i inne proszki strzelające, my radziliśmy sobie witaminami z apteki. 4/ Krem Snickers Pojawienie się Bounty (póki nie było reklamy, mówiliśmy na nie ‚bunty’), Snickersów, Marsów i Milky Way to było coś. Ale Snickers w postaci kremu… o mamo! Trzy ukochane smaki w jednym: masło orzechowe, ciągnące toffi i krem czekoladowy. Nawet gdy to pisze czuję, jak pracują ślinianki. Gdyby udało mi się dorwać choć jeden słoik, przechowywałabym jak relikwie młodości. 5/ Cola Cao Protoplasta słodkich kakao, ojciec Nesquicka, pewnie także napój, który jest odpowiedzialny za modę na podawanie dzieciom mega słodkich śniadań. Kto go nie miał, mieszał kakao ciemne i cukier, aby boleśnie przekonać się, że to jednak nie ten smak. Co ciekawe, Cola Cao można kupić także dzisiaj. Może się skuszę? 6/ Mentosy Fresh goes better, Mentos freshness… kto nie zna, nie śpiewał? Panią ze złamanym obcasem, której Mentosy pomagają pewnie kroczyć w nowy dzień, charakterystyczną piosenkę, no i porzede wszystkim smaki – mięta tak bardzo różna od ziołowych naparów mamy, owocowość aż rozsadzająca buzię. Chrupiące skorupki i miękkie ciągnące wnętrze. Teraz wydają się bardzo zwyczajne, a jednak Mentosy były w latach 90tych bardzo trendy, bardzo hipsterskie. Powiew Zachodu. Dosłownie. 7/ Magic Stars Pamiętam je jak przez mgłę, bo były trudno dostępne i dość drogie. Jednak kultowe gwiazdki kilka lat temu wróciły do sklepów. I dobrze, bo to śliczne, niewielkie porcje czekolady, na które można sobie pozwolić nie tylko ze względów sentymentalnych. Są po prostu superpyszne! 8/ Mr Snaki Zanim rynek zalały Laysy, w sklepikach szkolnych królowały trzy rodzaje chrupek: klasyczne kukurydziane, kukurydziane orzechowe (u nas z Otmuchowa) oraz Snaki o zupełnie (jak na te czasy) wystrzałowych smakach: sera, pomidorów, szynki. Mała paczka kosztowała mniej więcej 50 groszy (oczywiście w starej walucie) i była to nasza ulubiona przekąska w drodze ze szkoły. Snaki są w sprzedaży do dziś i smakują niemal identycznie, jak 20 lat temu. 9/ Gumy kulki Zastanawiałam się, czy umieścić w rankingu kulki czy Donaldy, ale chyba jednak kulki są bardziej rewolucyjne i charakterystyczne dla naszego pokolenia. Smakowały paskudnie, po dwóch minutach żucia robiły się twarde, ale i tak je kochaliśmy. 10/Lody Romero Śmietankowo-karmelowe lody w polewie z prawdziwej czekolady robiły w szkole furorę. Pewnie ze względu na postać batonika (Romero nie mają patyczków) i dość niską cenę, jak na lody Algidy. Nie zmieniły się do dziś. I dobrze! A jakie są Wasze kultowe słodkości dzieciństwa?
Dzieciństwo lat 90. ubiegłego wieku to nie tylko zbieranie kolorowych karteczek, noszenie dżinsów i zabawa tamagotchi. To także zajadanie się specjałami, które w obecnych czasach trudno już znaleźć w sklepach. Głównie dlatego, że jeśli już się pojawiają... są szybko kupowane przez pełnych nostalgii 30- i 40-latków. Które z nich pamiętacie? To były czasy! Można było godzinami biegać po podwórku, a gdy zaburczało w brzuchu, z odsieczą przychodziły drobniaki schowane w kieszeni. Nie musiało być ich wiele, bo -dziesiąt (!) lat temu wszystko było wyraźnie tańsze. To ten sam okres, w którym bilet jednorazowy na tramwaj kosztował 55 groszy. Za taką kwotę można było kupić również np. dwa lody wodne albo pięć gum kulek. "Ale o czym mowa?", pomyślą pewnie ci, którzy urodzili się w 2000 roku i później. Spieszymy z wyjaśnieniami. Oto niektóre z kultowych słodyczy z tamtych "wodniaki"Kosztowały tyle co nic... i miały podobnie "bogaty" skład. To tylko zamrożona woda z odrobiną soku owocowego i cukru. Z racji ceny i szerokiej dostępności, bywały prawdziwym hitem na podwórkach. Czy były smaczne? Na tyle, na ile pozwala ich zawartość. Chipsy z tazosamiGry tego typu wywodzą się podobno od japońskiej gry menko, ale według polskich dzieciaków z lat 90., ich pochodzeniem na pewno są paczki czipsów. Tazosy, czyli niewielkie, okrągłe krążki z papieru były dodawane do paczek chrupek, które dzięki temu zdecydowanie zyskiwały na atrakcyjności. Można było je nie tylko podziwiać, lecz także nimi grać. W zależności od okresu, można było znaleźć na nich informacje na temat różnych krajów świata, bohaterów Star Wars albo - najbardziej popularne - Pokemony. Te ostatnie były również najlepszej jakości, ponieważ były produkowane z plastiku, a nie z tektury, jak pozostałe. Pojawiały się również serie tazosów trójwymiarowych. Oranżada w proszkuPo co rozpuszczać coś w wodzie, skoro można zjeść to na sucho? Dotyczy to zarówno oranżadek w proszku, jak i poczciwego vibovitu do kupienia w aptece. Gumy o 3-sekundowym smakuGumy Turbo, gumy Donald i gumy-kulki. Wszystkie je łączył podobny czas produkcji oraz fakt, iż maksymalnie po 5 sekundach po ich smaku pozostawało już tylko wspomnienie. Zalety? Niezaprzeczalnie: cena. Ale nie tylko. W gumach Turbo kolekcjonerzy znajdowali prawdziwą gratkę w postaci zdjęć samochodów i motocykli. Pasjonaci mają zresztą okazję wciąż wzbogacać swoje zbiory: kilka lat temu w popularnej sieci dyskontów gumy wróciły na półki sklepowe. Coraz częściej można spotkać w marketach także gumy-kulki, które wciąż kuszą wyjątkowo niską ceną. Uzasadnia je - oczywiście - trwałość smaku tej Donald, a właściwie gumy marki Donald Bubble Gum uatrakcyjniały czas żucia obrazkową historyjką z tytułowym bohaterem lub innymi postaciami Disneya: Myszką Miki, Daisy czy psem Pluto. Były też gumy z tatuażami, które pozwalały na chwilę (do pierwszego mycia) poczuć się dorosłym. Gumy-papierosy i czekoladowe monetyGdy już się "wydziaraliśmy", a dorosłości wciąż było nam mało, mogliśmy też bawić się w handel złotymi monetami. Pod warunkiem, że nie mieliśmy akurat gorącego lata, bo wówczas nasza waluta - wypełniona po brzegi mleczną czekoladą - mogłaby szybko stracić na wartości. To wciąż nie wszystkie słodycze, które miały sprawić, że dzieci i nastolatkowie mieli poczuć się, jak gdyby 18. urodziny mieli już dawno za sobą. Gumy-papierosy, które najpierw się "cmokało", jak gdyby były fajką, a dopiero później, po zakończonej zabawie, przystępowało do konsumpcji. Z naszych obserwacji wynika, że obecnie próżno już ich szukać w sklepach. Może to i dobrze? Lizak-gwizdekChoć tańsze od nich były lizaki-serduszka, te również cieszyły się dużym uznaniem. Nic dziwnego, w końcu gdzie indziej można było znaleźć jadalny gwizdek? Tym dokładnie były "melody popsy". Oczywiście dopóty, dopóki się ich nie pożarło. Ciepłe lodyByły już lody wodne, teraz czas na przeciwny biegun: ciepłe lody. Wyglądają jak lody włoskie z polewą czekoladową, smakują... znacznie... no cóż, gorzej. Składają się z cukru, wody i substancji o mało smakowitej nazwie: albuminy wysokopienistej Ex. Czy ktokolwiek z nas przypomina sobie, żeby w czasach swej adolescencji poprosił mamę o kupienie takiej przekąski podczas zakupów? Gumy MinoKolorowe, maleńkie gumy do żucia, które wyglądały jak drażetki. Ile było ich w opakowaniu? To wciąż pozostaje nieodkrytą tajemnicą Wszechświata (a może ktoś to policzył?). Z gumami Turbo łączył je producent - firma Kent. Sprzedawane w niewielkich saszetkach za niewielką cenę około 1 złotego. Metrowa guma balonowaProblem braku smaku nie dotyczył na szczęście metrowych gum, sprzedawanych w okrągłych, plastikowych pojemnikach. Może właśnie dlatego ten przysmak wciąż można zakupić w niektórych sklepach. Mega długie rolki gumy oferowane są w trzech różnych smakach: wieloowocowym, truskawkowo-jagodowo-arbuzowym i coca-coli. Słodka biżuteriaW "naszych czasach" za złotówkę lub dwie można było mieć piękny naszyjnik lub bransoletkę, którą przy okazji zmiany garderoby można było... zjeść. Mowa o słodyczach z cukierków pudrowych, które - podobnie jak kilka innych produktów z naszej listy - znowu można spotkać w sklepie. Pysznie i modnie! Super kwaśne gumyTo te gumy, od których robi się kwaśno na samą myśl. Ich szokujący (nomen omen) efekt łagodzi nieco sok owocowy, który znajduje się w środku. Lepiej więc szybko rozgryźć kwaśną skorupkę i mieć to już za sobą, bo podobnie jak w przypadku innych kolorowych gum do żucia, smak nie trwa zbyt długo. Czekoladki Skawa Małe czekoladki z wypukłym obrazkiem w kształcie zwierzęcia lub samochodu, który zawsze był niespodzianką. Niewielkie, smaczne i zaskakujące. Kogel-mogelNa sam koniec słodycz, którą można było zjeść tylko w domu. Deser składający się z surowych żółtek jaj ubitych z cukrem uwielbiały wszystkie dzieciaki. Obecnie nie jest już tak popularny, być może ze względu na wątpliwy zdrowotnie pomysł jedzenia surowych z wymienionych słodyczy były waszymi ulubionymi? A może pamiętacie jeszcze inne smaki dzieciństwa? Koniecznie podzielcie się z nami w opiniach.
- Lody gotowaliśmy na kuchni węglowej. Potem studziliśmy je w basenach wodnych - pierwszą pracę z lat 60. dla Rzeszowskich Zakładów Gastronomicznych wspominał Kazimierz Rak, znany rzeszowski mistrz cenią tradycyjny smak i recepturę zimnych smakołyków przygotowywanych przez cukiernię Kazimierza Raka i Juliana Orłowskiego. Przypominamy naszą rozmowę, jaka była historia lodów w Rzeszowie. - To były lata 60. Po skończeniu szkoły przy Spytka Ligęzy poszedłem do pracy w Rzeszowskich Zakładach Gastronomicznych. W zimie pracowaliśmy w cukierni na Fornalskiej, a na lato część chłopaków była oddelegowana do pomocy w lodziarni. Szefem wtedy był tam pan Kruczek, brat dawnego sekretarza - opowiadał nam pan Kazimierz, mistrz cukiernik. Wspominał, że "centralna lodziarnia na miasto Rzeszów" mieściła się w kamienicy naprzeciw zamku, w okolicy ul. Szopena. - Nie było wówczas takich pasteryzatorów jak dziś. Lody gotowaliśmy więc na kuchni węglowej, a potem studziliśmy w basenach wodnych - opowiadał. - Pasteryzowało się je do próby róży. Na czym polegała? Nabierało się masę na łyżkę i z góry dmuchało. Jak robiły się fałdy, było w porządku. Teraz mamy termometry. Pasteryzujemy do 85-87 stopni. Lody kręciło się w maszynach, później przekładało do konwi obłożonych dookoła ciasno drobno tłuczonym lodem, a następnie lądowało to w drewnianych Warstwa lodu, sól, warstwa lodu, sól - mówili nam cukiernicy. - Ta sól powodowała, że rosła minusowa temperatura. Do minus siedmiu, minus dziesięciu stopni. Skąd w lecie brano tyle brył lodu? Skupowany był w zimie. - Pamiętam, że to wozacy z Drabinianki, którzy w lecie transportowali piasek z Wisłoka i Lisiej Góry, w zimie zwozili lód do lodziarni, wydobywany z Wisłoka i okolicznych stawów przy dwóch cegielniach na Rejtana. Gruby na około 40-50 cm. Takiego lodu teraz nie ma. Teraz tak stawy nie zamarzają. Cukiernik wspominał, że wozacy najpierw wydobywali te bryły sztangami, a w późniejszych latach cięli je już piłami mechanicznymi. Lód zwozili do potężnych dołów wykopanych obok kamienicy. Doły obłożone były około 40-centymetrową warstwą trocin. - Te lodowe pryzmy z wierzchu też były zasypywane trocinami. Tak składowany lód do konserwacji lodów do jedzenia wytrzymywał praktycznie od zimy do zimy. W ogóle się nie topił. Zakonserwowane w beczkach i lodzie desery rankiem chłopy brały na wózki dwukółki i ciągnęły do drewnianych białych budek ustawionych w różnych punktach Najsilniejszy mężczyzna potrafił ze trzy beczki załadować i dotaszczyć. A każda ważyła jakieś 60 kilo. Kolejka rozwozicieli ustawiała się dzień wcześniej, już od 8 wieczorem. Przez noc panowie siedzieli na krzesełkach, drzemali, rozmawiali. - Lody nakładało się łyżką. Albo na andruta, albo na waflowe muszelki. Takiego pieroga się z nich robiło - opowiadał pan Kazimierz. Wielkiego bogactwa smaków nie było. Kręcili lody mleczne, a gdy był sezon na owoce, to także truskawkowe. Nie było salmonelli, nie było żadnych zatruć. Ludzie czekali na lato i lody z utęsknieniem, bo nikt wtedy lodów w zimie nie To były najlepsze delicje w mieście?- Innych nie było, więc te były najlepsze. Ale tak poważnie, to naprawdę były dobre. Na tej tradycyjnej bazie robimy je w naszej cukierni do cukiernię założyli na Nazwa typowa do ulicy. Błoto po kolana, jakby kto czołgiem przejechał. Deszcz padał, a ludzie i tak szli w gumiakach do nas. A znajomi wcześniej ostrzegali, co wy robicie, tu wam nikt nie przyjdzie. Myśmy mówili: jak będzie dobry wyrób, to przyjdą. I tak było. Teraz pewnie by nikt nie przeszedł po takiej drodze, ale to były inne czasy. Po lody ustawiały się kolejki. Naprawdę fajnie i miło to wspominamy. Marzeniem cukiernika była maszyna do kręcenia lodów. - Bardzo ciężko o nią było, ale po trudach kupiliśmy jedną. To było jednak za mało. Lodów brakowało. Ludzie stali w kolejce i denerwowali się. Zimą rozebrali więc maszynę w drobny mak i zlecili fachowcom, żeby odwzorowali części i poskładali nowe urządzenie. - Takie to były czasy, że cukiernik musiał sam sobie zrobić maszynę, żeby kręcić lody. Piec też wykonał nam zaprzyjaźniony ślusarz. Serwowali lody śmietankowe i truskawkowe, a na sobotę i niedzielę starali się także czekoladowe i bakaliowe. Dodatkami były np. dynia, gruszka, cukinia. Na rodzynki obowiązywał przydział, na czekoladę i kakao też. Pan Julian wspominał, że jego ojciec do produkcji lodów - a robił je w domu na Okrzei, na dużo mniejszą skalę niż w zakładach gastronomicznych - używał jeszcze maszyny na Miał wynajętą działkę ze swoim składowiskiem lodu. Dostał zezwolenie na handel obwoźny. Stał na 3 Maja, pod stacją, na placu Wolności. Nie miał budki, lecz wózek z beczką i przykrywką. Szło wszystko od ręki. Starsi pamiętają dawne cukiernie z lodami w mieście. Lecha na Krakowskiej, Krupy i Skrobacza, słynny Hortex, czy lody Bambino w delikatesach . Pan Orłowski pamięta też, że lody do Kosmosu powstawały w Asie przy Jagiellońskiej, gdzie 3 lata był szefem. - Były na śmietanie kremówce, trzydziestce. Sprzedawane do pucharków, na gałki. Kosztowały trochę kasy. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Dzieci urodzone w XXI w. z pewnością nie będą miały takich wspomnień jak my – “dzieci PRL’u”. Dorastaliśmy w niełatwych czasach, ale z dzieciństwa pamiętamy święta naprawdę pachnące pomarańczą, szczypki w paskudnych foliowych papierkach kupowane na odpuście oraz ciepłe lody. Wraz z Monsieur postanowiliśmy zebrać nasze wszystkie smaki dzieciństwa i opisać je w tym wpisie. Okazało się, iż mimo że mieszkaliśmy w innych częściach Polski, to pamiętamy dokładnie te same rzeczy i oboje zatruliśmy się nie raz i nie dwa dawnym serkiem homogenizowanym, któremu wieczko “mu się odkleiło, temu misiu”. Ze specjalną dedykacją dla urodzonych w latach 80-tych i pod koniec 70-tych. Smaki PRL – nasze smaki dzieciństwa: Draże Korsarze, śmietankowe i inne. Jadł je każdy! Były obowiązkowym punktem w szklonym sklepiku. Dziś nadal można je kupić. Wydają się być jednak do bólu przesłodzone. Wspomnienie pozostało, najwyraźniej zmienił się nasz smak lub też skład produktu. Lody Bambino Nie wierzę, że ktoś ich nie pamięta! To klasyk jakich mało. Wąskie lody śmietankowe w polewie czekoladopodobnej. Pyszne były. Mleko słodzone w tubce Wyjadane ukradkiem z tubki. Pamiętam, że niektórzy tak się przyssali do opakowania, że nie mogli się oddessać aż nie wciągnęli całej zawartości. Poziom cukru skakał do nieba, ale kto się wtedy przejmował cukrem??? Fot: Mleko i śmietana z kapslem oraz w worku Sznurkowe siatki, a w nich dwie butelki, mniejsza i większa, zamykane na kapsel. Kapsle często same spadały, zanim butelki przyniosło się do domu. Takie były czasy. Pamiętam, że trzeba było dokładnie patrzeć czy przypadkiem produkt był prawidłowo zapakowany. Butelki wtedy były zwrotne. Tylko dziś nie wiedzieć dlaczego, firmy mają problem z przyjmowaniem szkła z powrotem. Pamiętacie jak nieco później sklepy zalało (często dosłownie!) mleko i śmietana w workach? Ileż razy to napoczęte mleko wylało się w lodówce… Moi rodzice opatentowali sposób, by takie mleko wstawiać do garnka lub od razu je przelewać. Guma Turbo, Donald, gumy kulki i Wrigley’s Juicy Fruit Wszystkie miały na swój sposób wyjątkowy smak, który znikał po kilku ruchach szczęki. Turbówki i donaldówy miały jednak tę zaletę, że pod papierkiem miały zdjęcie wyścigówek lub historyjki z Kaczorem Donaldem. Kolekcjonowałam wszystkie, nawet samochody. Fot: Spod Lady Wafelki Koukou Roukou Moje ulubione! Pewnego razu znalazłam na ulicy 20 000 zł. Wyobrażacie sobie jaka to była kasa! Kupiłam za nią cały karton wafelków Koukou Roukou i wykleiłam pół albumu z obrazkami (w każdym opakowaniu przyklejona była kolorowa naklejka, a album można było dostać w spożywczym). Fot: Wafelki Prince Polo Polski towar eksportowy – ulubione wafelki Islandczyków. Do dziś popularne także w Polsce. Żródło: Źródło: Pudrowe pastylki To hit Monsieur. Pamiętam, że miały lekko kwaśny smak i pudrowe kolory. Szczypki z odpustu Cukier, cukier i jeszcze raz cukier. Coś potwornego, ale często się je kupowało na przycmentarnych odpustach. Można też je było zawiesić na choince, gdzie lepiej spełniały swoją odpustową rolę zawinięte w posrebrzane papierki. Fot: Serek homogenizowany waniliowy i truskawkowy Truskawkowy czy waniliowy – jaki był Wasz ulubiony? Osobiście wolałam truskawkę, bo po wanilii pewnego razu miałam straszną biegunkę. Cóż, produkcja wyrobów mleczarskich nie była wówczas tak rozwinięta jak dziś. Teraz serek jest zawsze super szczelnie zamknięty i może leżeć miesiąc. Kiedyś tracił ważność po 4-5 dniach, a bywało, że nawet i wcześniej, jeśli nie przyklejono solidnie papierowego wieczka. Fot: Woda z syfonu Bo kiedyś wodę gazowaną robiło się w domu, a nie przynosiło ze sklepu. Cukierki Irysy, Michałki w pozłotku i kukułki Za Irysami nie przepadałam, za to Michałki i kukułki uwielbiałam! Zwłaszcza te w pozłotku, niedokładnie zawinięte. Były najlepsze! Fot: Fanpage Madame Edith Andruty Co ciekawe, andruty przetrwały do dziś. Andruty Kaliskie to produkt regionalny certyfikowany przez UE. Stały się wręcz wizytówką Polski w Europie i rozsławiają Kalisz, w którym są od lat produkowane ręcznie. Fot: Trzy Znaki Smaku Kolorowe lizaki Sam cukier, ale kto ich nie zna?! Bardzo rzadko, ale czasami można je spotkać przy kasie w marketach. Fot: Spod Lady Vibovit i Visolvit Witaminy, które mogłabym jeść bez przerwy. Zwłaszcza Vibovit. Do dziś kupuję sobie od czasu do czasu opakowanie w aptece i zajadam oblizując palec. Niezapomniany smak <3 Ubolewam tylko nad tym, że już wiele lat temu producent zmienił opakowanie na bardziej nowoczesne i podniósł cenę. Urodzeni w latach 80-tych powinni mieć zniżkę! Fot: Oranżada w woreczkach Z woreczka, który przekuwało się za pomocą cienkiej słomki. W wersji drugiej stanowiła kolorowy proszek, w którym można było odnaleźć mały, kwadratowy rysunek. Fot: Napój Ptyś i oranżada Ciemna, duża butelka zakręcana na kapsel. Bardzo oryginalny smak. Pamiętam go zwłaszcza z wizyt “w gościach”. Ciepłe lody W sklepach społemowskich leżały w dużych kartonach wyłożonych szarym papierem. Jej, ależ to był frykas! Cola Cao Ulubione kakao, powiew wielkiego świata. Dziś niedostępne w Polsce. Przywożę je z Hiszpanii, gdzie bez problemu można je kupić. Smakuje tak samo jak za dawnych lat – jest słodkie i bardziej przypomina w smaku rzadką czekoladę, niż kakao. Ale kto by się tam czepiał? Symbol to symbol. Wafelek Elitesse Trójkątny wafelek oblany czekoladą. Cieńszy i mniejszy od Prince Polo. Miał i ma znakomite opakowanie ukazujące pełne walory produktu. Dziś trudno spotkać taki produkt. Fajnie, że się uchował. Paprykarz Szczeciński i Sałatka Neptun Można było otworzyć puszkę, by myślami przenieść się nad Bałtyk. Fot: Konserwa turystyczna Hit nad hity! Konserwa turystyczna nie wymaga komentarza. Fot: Sokołów Serek “fromager” Kolejny produkt z kategorii nabiał, tym razem polski odpowiednik francuskiego serka fromage. Tata zawsze kupował naturalny, z papryką, a najczęściej z czarnym pieprzem. Zajadaliśmy się nimi na potęgę! Dziś też można je kupić, ale skład pozostawia wiele do życzenia. Suchary beskidzkie Od nich zaczęła się moja miłość do kminku. Kiedyś były pakowane w przezroczyste “korytko” i folię. Dziś została tylko folia, więc można kupić nieco pokruszone. Na szczęście są tak samo pyszne jak dawniej. Czekolada Jedyna, nadziewana truskawkowa i z orzechami laskowymi Hity od Wedla. “Jedyną” można kupić nadal w staroświeckim opakowaniu i, co ciekawe, jest jedyną czekoladą w Polsce pakowaną w pozłotko i pudełko. Fot: Wedel Pierniczki “Uszatki” Jeden z nielicznych smaków dzieciństwa, który przetrwał w niezmienionej formie, opakowaniu i (jak mi się wydaje) składzie. Galaretka Makarena – owocowa arena Zajadanie jej zawsze rozpoczynałam od czerwonych galaretek, na drugi ogień szły zielone, a na koniec zostawiałam sobie smaki cytrusowe i galaretkę ze środka. Szynka konserwowa Krakus Otwieranie jej to był prawdziwy rytuał i magia. Z tyłu opakowania znajdował się kluczyk, który zaczepiało się z boku opakowania. Puszka rozpadała się na dwie części, a w środku była szynka otoczona dużą ilością pysznej galaretki. Za szynką nie przepadałam, ale galaretka była git! Blok czekoladowy Produkt, który można było kupić w sklepie, a jeszcze prościej zrobić w domu. Miał imitować czekoladę i udawało mu się to z dużym sukcesem. Sentymentalny przepis znajdziecie we wpisie blok czekoladowy. Jesteśmy ciekawi jakie są Wasze smaki dzieciństwa. Pamiętacie jakieś inne smaki PRL? Czy na naszej liście są Wasze ulubione rzeczy? Zachęcamy do podzielenia się nimi w komentarzu! Piszcie też, czy można je ewentualnie kupić w dzisiejszych czasach. Do przeczytania,
Rola opakowań, strategia działań promocyjnych i marketingowych miała zdecydowanie inny charakter niż obecnie. Konkurencja była niewielka, a Nowości rynek po prostu „wchłaniał”. Powstały więc marki, które niekoniecznie były odzwierciedleniem „potrzeb” rynku, raczej wywodziły się z zagranicznych trendów lub też narodowych pomysłów. Niektóre z tych produktów przerwały do tej pory, co prawda ze zmienionym opakowaniem, reklamą, ale nadal możemy je spotkać na sklepowych półkach. Szkoda tylko, że potencjału jakie miały w latach 90-tych nie wykorzystują w czasach dzisiejszych. Osobiście uważam, że motorem do rozwoju w zakresie marketingu/sprzedaży/wizerunku marki stanowią przeszłe doświadczenia (wnioski o polityce wdrożenia i jej efektywności), opinie o przeszłych działaniach, wyniki sprzedażowe, efektywność wykorzystanych narzędzi itd. Tematem mojego zestawienia są SMAKOŁYKI z okresu lat 90-tych. Stwórzcie własny ranking i dołączcie go w komentarzach:) MIEJSCE 1 – GUMA DONALD Z HISTORYJKĄ OBRAZKOWĄ pamiętacie? specyficzny smak gumy Donald wraz z komiksami był hitem lat 90 -tych. Sama miałam album z komiksami z Donalda. Produkowany przez holenderską firmę Maple Leaf Donald był hitem, a sama firma nie musiała wydawać na jego promocję zbyt wiele. 2 MIEJSCE – WAFELEK KUKURUKU Wafelek, który był hitem nie tylko ze względu na przemyślaną akcję promocyjną (TV, PRASA, PROMOCJE W SKLEPACH itp.), ale także był bardzo smaczny i niedrogi. Dzieci kupowały go jak świeże bułeczki. Film reklamowy z znaną piosenką „kukuruku jest chrupiące” była nucona nawet przez mamy:) a oto filmik:) 3 MIEJSCE – LENTYLKI Przepełnione smaczną masą czekoladową cukierki były hitem. Każdy uwielbiał rozgryzać czekoladowe „groszki”. Pomysł na opakowanie i promocje bardzo trafiony. Produkt był też dostępny w przystępnej cenie. Nie pamiętam reklamy w TV w Polsce, ale doszukałam się w Państwa producenta. Zobaczcie:) 4 MIEJSCE – GUMA DO ŻUCIA TURBO Druga po Donaldzie Guma do żucia, która zawojowała polski rynek, produkowana przez turecką firmę Kent. Wewnątrz każdej gumy znajduje się obrazek z wizerunkiem modelu samochodu, motocykla lub roweru. Każdy obrazek oprócz fotografii zawiera również podstawowe parametry przedstawianego pojazdu. Była to alternatywa Donalda – dla małych mężczyzn:) 5 MIEJSCE – LODY BAMBINO Wreszcie Polska produkcja – Bambino – lody w kształcie podłużnej kostki na drewnianym patyku. Były to najbardziej popularne lody w Polsce. Śmietankowe, oblane czekoladą stanowiły podstawą codziennego letniego wyjścia do sklepu każdego dziecka:). Produkcję lodów „Bambino” rozpoczęto we wczesnych latach 60., gdy rząd Polski nabył duńskie maszyny do ich wytwarzania. Lody były wytwarzane przez wiele okręgowych spółdzielni mleczarskich w kilku smakach; śmietankowym, owocowym, kawowym oraz śmietankowe i owocowe w polewie czekoladowej. Nazwa lodów pochodzi od włoskiego wyrazu bambino, czyli dziecko (Wikipedia). 6 MIEJSCE -WAFELEK ELITESSE Smaczny czekoladowy wafelek, uwielbiany w szczególności przez Babcie, które dawały je swoim pociechom. Był zdecydowanie twardszy i mniej słodki niż obecna na rynku np. princessa. 7 MIEJSCE – GUMY DO ŻUCIA KULKI Kupowane w paskach lub na sztuki. Szybko traciły smak, ale ze względu na swoją unikatowość (kształt, smak itp.) były lubiane przez starsze dzieci. Otoczki marketingowej wokół nich nie było praktycznie żadnej. 8 MIEJSCE -VIBOVIT Mimo, że z apteki to był uwielbiany przez dzieci. Zdrowy i smaczny proszek. 9 MIEJSCE – KAKAO Najpopularniejszy wizerunek czekoladowego proszku do picia. Był on smaczniejszy od tego standardowego ( bardziej gorzkiego). Dzieci wyjadły go prosto z pudełka. Sam przekaz brandingowy – banalny. Żółte (rzucające się w oczy) opakowanie, obrazek ilustrujący pochodzenie – czysto, jasno i smacznie. 10 MIEJSCE – GALARETKI Najpopularniejsze galaretki w Polsce w tamtych latach. Wielosmakowe i pomysłowe (nazwa, wygląd – miłe skojarzenia owoców). Dzieci raczej nie kupowały ich same (z własnych kieszonkowych), więc producent targetował z reklamą w szczególności do babć i mam – z sukcesem. WYRÓŻNIENIE ZA KONTROWERSYJNOŚĆ – GUMY PAPIEROSY Chyba najbardziej kontrowersyjny produkt tamtych lat. Żując dzieci naśladowały palaczy, co spotkała się ostatecznie z koniecznością ograniczenia ich sprzedaży. Dziś na pewno pomysł umarłby w zalążku. Reklama, Branding, Promocja – były to kiedyś mało wykorzystywane pojęcia. Produkty po prostu sprzedawały się jak tylko cechowała je świeżość, dobry pomysł i cena. Konkurencja była niewielka. Dwa rodzaje gum do żucia, wafelków itp. Dziś jest zdecydowanie trudniej. Pojęcie zarządzanie marką jest podstawą sprzedaży produktu. Warto jednak sięgać do starych czasów i obserwować jego ewolucję. Pytanie co będzie np. za 30 lat? Jak wówczas Producenci będą zabiegać o Klienta. Co będziemy jeść – czy słodycze będą jeszcze modne???:)… Rola opakowań, strategia działań promocyjnych i marketingowych miała zdecydowanie inny charakter niż obecnie. Konkurencja była niewielka, a Nowości rynek po prostu „wchłaniał”. Powstały więc marki, które niekoniecznie były odzwierciedleniem „potrzeb” rynku, raczej wywodziły się z zagranicznych trendów lub też narodowych pomysłów. Niektóre z tych produktów przerwały do tej pory, co prawda ze zmienionym opakowaniem, reklamą,…
lody z lat 90